Aktualności
O klubie
Kadra
Terminarz
Galeria
Linki
Kontakt

 

MOżNA BYłO PRZEDłUżYć TEN MECZ

 

 

Można było przedłużyć ten mecz

 

Niewiele brakowało, aby siatkarki Gedanii przedłużyły ostatnie spotkanie w sezonie zasadniczym przed własną publicznością o jeszcze jednego seta. W trzeciej części pojedynku gospodynie obroniły aż cztery piłki meczowe i doprowadziły do gry na przewagi. Ostatecznie zespół Organiki Budowlanych Łódź opuścił gościnne Żukowo z wygraną 3:0 (25:17, 25:16, 27:25).


GEDANIA: Jeromin, Kurnikowska zdobyła 8 punktów, Łozowska 3, Sachmacińska 11, Plebanek 9, Szymańska 7, Siwka (libero) oraz Kocemba 1, Pasznik, Łukasik 3, Lizińczyk 1.

ORGANIKA: Nowakowska 4, Bryda 17, De Paula 2, Zaroślińska 10, Kosek 6, Koczorowska 7, Ciesielska (libero) oraz Jóźwicka 5, Pluta, Jasińska 6, Niemczyk 7.

Sędziowali: Broński (Poznań), Sołtysiak (Koszalin). Widzów: 300.

Paweł Kramek przywrócił do szóstki Justynę Sachmacińską i była to jedyna zmiana w stosunku do spotkań granych przed ligową przerwę. O ile niedawna kapitan zespołu zagrała jeden z najlepszych meczów w żukowskich barwach, to siła z pozycji atakującej globalnie nie wzrosła. Potwierdziło się bowiem po raz kolejny, że Małgorzata Lizińczyk, dając tylko zmiany nie jest w stanie punktować równie dobrze, gdy zaczyna w podstawowym składzie.

Tym samym przy zbiciach gospodynie znów miały duże kłopoty. Aż 12 punktów straciły rozbijając się o blok rywalek, a siedem kolejnych po zbiciach w aut lub siatkę. W pewnym stopniu było to pokłosie nie najlepszego przyjęcia zagrywki. Średnio zaledwie co czwarte podbicie piłki dawało rozgrywającej pełne możliwości wystawienia piłki. Ponadto osiem serwisów przyniosło bezpośrednio punkty łodziankom.

A przecież założenia przedmeczowe były zupełnie inne. To Gedania miała spróbować odrzucić rywalki od siatki. Zadanie tym bardziej wydawało się być do wykonania, gdyż tego dnia przyjezdne nie wystawiły do gry Brazylijki Micheli Teixeiry. Tymczasem zastępująca ją 20-latka nie tylko nie zawiodła, ale została MVP spotkania. Katarzyna Bryda nie tylko radziła sobie w przyjęciu, choć na nią zagrywano najczęściej, ale zdobyła jeszcze najwięcej punktów (17) ze wszystkich siatkarek będących na parkiecie.

- Jeżeli się nie umie zagrywać, to trudno z takim zespołem nawiązać wyrównaną walkę - przyznał Paweł Kramek. Szkoleniowiec Gedanii po raz pierwszy musiał interweniować już przy 1:5 w inauguracyjnym secie. Udało mu się zmobilizować podopieczne na tyle, że do 9:11 jeszcze opierały się rywalkom. Niestety, kolejny fragment gry został przegrany 1:7.

Bardzo podobnie układał się drugi set. W nim Gedania przegrała wszystko w kilka minut, zdobywając punkt, a oddając aż dziesięć! Tym samym prowadzenie 5:4 zostało zamieniono w stratę 6:14. Potem było jeszcze gorzej. Gedanistki w tej partii aż osiem punktów oddały rywalkom po własnych błędach i przegrywały nawet 11:21.

- Widać, że drużyna zrobiła postęp w stosunku do tego co grała w pierwszej rundzie w Łodzi, ale nie oszukujmy nam się trudno zmobilizować na takiego przeciwnika. To są inne mecze, inna siatkówka niż gdy stają naprzeciw siebie wyrównane drużyny - mówiła po meczu Małgorzata Niemczyk, która tego dnia tylko w trzecim secie zagrała w podstawowej "6", a w dwóch poprzednich partiach wchodziła jedynie na zmiany.

Jednak za eksperymenty kadrowe łodzianki o mały włos nie zapłaciły stratą seta. Wiesław Popik po pierwszym secie wycofał z gry Brazylijską środkową, Vanessę Luanę De Pauli , po drugim Karolinę Kosek, a rutynowana rozgrywająca, Marta Pluta w każdej partii wpuszczał tylko na zmiany.

Emocje, których niespodziewanie byliśmy świadkami u schyłku meczu były tym bardziej niespodziewane, że i trener Kramek wydawało się, iż bardziej myśli o sprawdzaniu nowych ustawień niż walce o wynik. Całego seta na środku siatki zagrała wszak Justyna Łukasik, która zaledwie dwa tygodnie temu krótką zmianą zadebiutowała w PlusLidze Kobiet. Od początku tej partii rozgrywała również druga wystawiająca, Aleksandra Pasznik.

Co ciekawe wszystkie sety tego dnia Gedania rozpoczynała od prowadzenia 1:0. W trzecim wreszcie miejscowe szybko nie spasowały, choć rywalki odskoczyły na 8:4. Nasza drużyna zdobywała kontaktowy punkt na 12:13 i potrafiła do minimum ograniczyć błędy własne. W tej partii rywalki same musiały wygrać 25 punktów, co wcale nie wystarczyło do wygrania seta.

Od prowadzenia łodzianek 24:21 Gedania zdobyła trzy kolejne punkty. Potem remis był jeszcze na 25:25. Dwie ostatnie akcje należały jednak do czwartej drużyny tabeli i to na jej korzyść zapisano najdłuższy, bo trwający aż 27 minut set.

Zobacz galerię

[ Powrót ]